





Po wieloletnim wyczekiwaniu na osiągnięcie wieku, zdobyciu funduszy i zgody rodziców w końcu się udało. Zapisałam się na szkolenie spadochronowe. Od pierwszego skoku zakochałam się w tej zabawie. Znajomi zaczęli nazywać mnie adrenalinowym ćpunem - bo o niczym innym nie potrafiłam gadać. Jednak moją największą jak dotychczas przygodą z tym związaną był pierwszy tzw "wysoki" wylot. Cała zabawa polega na tym, że szkolenie rozpoczyna się od wysokości 1200-1500m. Po oddaniu ok 30 skoków w końcu usłyszałam wymarzone "możesz iść na górę " . Górę - czyli wyskoczyć z 3000m. Już przed skokiem byłam pewna, że nigdy tego nie zapomnę. Jak tylko pomyśłałam, że zamiast 10 czy 15sekund swobodnego spadania mam ich mieć ok 45, to aż mi ciarki przechodziły po plecach. A jak dorzucić do tego prędkość ok 200km/h - to nic, tylko lecieć!
Od wejścia do samolotu nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Kręciłam się, rozglądałam. Niestety lot na 3000m naszym poczciwym AN-2 zajmuje ok 25min. Wiedziałam więc, że muszę uzbroić się w cierpliwość. Ha, łatwo mówić, trudniej zrobić ;) Nerwowo spoglądałam na wskazówkę wysokościomierza, która, jak na złość, jakby się zatrzymała w miejscu. Ale w końcu nadszedł upragniony moment. Instruktor dał znak, można podejść do drzwi. Jak tylko spojrzałam na tą malutką ziemię od razu wiedziałam, że to jest to! Stanęłam przy wyjściu, usłyszałam magiczne -ready, -set, -go! I poszło! Wyskoczyłam, w pełni skupiona na zadaniu jakie mam wykonać. Zaraz za mną wyskoczył doświadczony kolega, który miał mnie asekurować. Nie mogłam się nacieszyć tym pędem powietrza, szybkością z jaką zbliża się ziemia. Otworzyć spadochron miałam na 1400m, tak dla bezpieczeństwa na pierwszym tak długim skoku. Jednak już w powietrzu dały znać o sobie nerwy i obawa czy napewno sobie poradzę. Zamiast sylwetki płaskiej, brzuchem w dół, przez niezłe kilkaset metrów spadałam na plecach. A tak spadochronu otwierać nie można. Im dłużej to trwało, tym bardziej się denerowałam i trudniej mi było wrócić do odpowiedniej sylwetki. Kiedy wysokościomierz wskazał 1400m, a ja nadal byłam na plecach, w końcu udało mi się zapanować nad nerwami, wrócić do odpowiedniej sylwetki i otworzyć spadochron... Z tą 'drobną' różnicą, że zrobiło się już tylko 1000m. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, wylądowałam bezpiecznie, a od instruktora usłyszałam, że jak na pierwszy wysoki lot nie było źle. Jak łatwo się domyślić moim pierwszym pytaniem było "to kiedy znów skaczemy??!!" ;)
Ten skok pokazał mi, że jeszcze dużo pracy przede mną. Ale też, że jest to coś, co naprawdę kocham i będę skakać jeszcze przez długi czas! Każdemu z was polecam skoki! Przeżycia wprost nie do opisania! :)
| W powietrzu |
Tematów: 2 Postów: 3 |
| Na wodzie |
Tematów: 1 Postów: 5 |
| Pod wodą |
Tematów: 1 Postów: 13 |
| Na ziemi |
Tematów: 3 Postów: 12 |
| Pod ziemią |
Tematów: 1 Postów: 4 |
~ sawik
~ sawickaiwona
~ Balbinka
~ sawik83
~ kakadz