





Wraz ze znajomymi umówiliśmy się na rybki, wędki gotowe, plecaki spakowane piwko schłodzone no nic tylko nad jeziorko ;) Droga na szczęście szybko minęła. Rozlokowaliśmy się na brzegu, robaczki na wędki z ochotą wskoczyły ( popływać chciały ;)), ognisko rozpalone, atmosfera podgrzana no to do roboty… czas operacyjny wraz ze spacerkiem 45min tym większa frajda, że już zaczynamy ;) wtem z drugiego brzegu dochodzą dziwne krzyki, ktoś świeci latarką po naszym brzegu od prawej do lewej i od lewej do prawej. Jednak co tam będziemy się kimś przejmować pewnie ktoś się bawi a niech się bawi i nam nie przeszkadza ;) ….
Wtedy uświadomiliśmy sobie, że ten ktoś do nas płynie bardzo cichutko łódeczką kto to ???? a co tam nic złego nie robimy …. „ej wy tam na brzegu stać nie ruszać się” zabrzmiało groźnie.
Wtedy powoli zaczęło do nas docierać, że tak do końca to nie możemy tam przebywać przecież nikt z nas niema podbitej karty wędkarskiej na tamten rok (teraz mamy – ale nie korzystamy ): ), rozpaliliśmy ognisko choć no niewolno no … ( ale miejsce wyznaczone jest – przez ludzi (: ), tak dodając jedno do drugiego niestety po długim namyśle postanowiliśmy uciec, …….ale nie nie, pełna kultura mimo to, że ten ktoś był już zaledwie ok. 8m od nas zagasiliśmy ognisko i dopiero wtedy ruszyliśmy w siną dal…… Uciekaliśmy dokładnie tą samą drogą, którą szliśmy w tamtą stronę ale uwierzcie była jakby dwa razy dłuższa. Nieuwaga zmęczenie albo niedotlenienia z wysiłku spowodowała, że powiedzenie „kto drogę skraca do domu nie wraca”, miało by sens. W trakcie naszego wieczornego joggingu z lekka się rozdzieliliśmy i no niestety reagowaliśmy tylko na komendy w prawo, w lewo, prosto, uwaga korzeń- ponieważ było tak ciemno. Zapomniałam dodać, że przez szybkie gaszenie ogniska nie zdążyliśmy się spakować więc każdy chwycił co było bliżej i biegł przed siebie. Pod koniec leśnej ucieczki padło hasło w lewo, więc wszyscy w lewo wszystkim się udało tylko biedna Balbinka wpadła prosto w krzaki ale nie sama z trzema niezłożonymi wędkami ;( żyłki się wplątały i co tu robić …. biec i zostawić sprzęt czy ratować też fanty… Powiem krótko oddech tych panów co nas gonili dodał skrzydeł dwa ruchy w przód dwa w tył i się udało żyłki zerwane, poplątane, spławiki pogubione ale za to Jacuś ma w domu swoją żonę.
To był nasz wspólny pierwszy i ostatni raz na rybach ciekawe dlaczego … ;)
Wierzcie mi to była przygoda życia ;)
Ps. Tylko trzy zdjęcia z owego wieczoru ponieważ mieliśmy robić na miejscu i w drodze powrotnej jednak nie wyszło, za szybko nią wracaliśmy ;) dorzucam za to piękny Bukowy las za dnia ;)
| W powietrzu |
Tematów: 2 Postów: 3 |
| Na wodzie |
Tematów: 1 Postów: 5 |
| Pod wodą |
Tematów: 1 Postów: 13 |
| Na ziemi |
Tematów: 3 Postów: 12 |
| Pod ziemią |
Tematów: 1 Postów: 4 |
~ sawik
~ sawickaiwona
~ barber44
~ swojska
~ swojska
~ darusia
~ darusia